Jesteśmy najlepsi

Aktualności

Aenean sagittis mattis purus ut hendrerit. Mauris felis magna, cursus in venenatis ac, vehicula eu massa. Quisque nunc velit, pulvinar nec iaculis id, scelerisque in diam. Sed ut turpis velit. Integer dictum urna iaculis vestibulum finibus. Etiam tempus dictum rhoncus. Nam vel semper eros. Ut molestie sit amet sapien vitae semper. Pellentesque habitant morbi tristique senectus et netus et malesuada fames ac turpis egestas. 

02 sierpnia 2020
  Wszyscy wiemy: w Polsce nie ma przemocy.  Kasjerka widzi to jak na dłoni, każdego
26 lipca 2020
Co jakiś czas w internecie wybuchają afery dotyczące jakości kupowanych produktów. A to cukierki,

Obserwuj Kasjerkę

Spod Lady

na Facebook'u

Obserwuj stronę

Spod Lady

na Facebook'u

Dołącz do grupy

Spod Lady

na Facebook'u

Świat widziany spod lady marketu: Biedronka, Lidl, Tesco, Dino, Lewiatan, Stokrotka, Carrefour, Castorama, Intermarche, Kaufland, Żabka

Strona Spod Lady

02 sierpnia 2020
  Wszyscy wiemy: w Polsce nie ma przemocy.  Kasjerka widzi to jak na dłoni, każdego dnia. Czasem przejawy tej społecznej sielanki zapadają w pamięć bardziej niż inne. Było to dawno, a mam ten obrazek przed oczami, jakby działo się wczoraj. Przedświąteczne zakupy, w wózkowym siedzisku mały, może roczny chłopczyk, a kosz wypełniony po brzegi, więc podczas kasowania produkty na ladzie wykładane przez Panią wydają się nie mieć końca ... Pan, prawdopodobnie mąż, ustawił się do pakowania. Pani, prawdopodobnie żona, pyta go potulnym, prosząco - pytającym głosem: - wezmę 5 reklamówek?  - oszalałaś!? 4 wystarczą! pada autorytarna, niecierpiąca sprzeciwu odpowiedź, a kobieta kuli się w sobie. Po chwili pyta nieśmiało: - może wezmę jeszcze jedną na te drobiazgi? i patrzy z nadzieją, błaganiem, oczekiwaniem na odrobinę zrozumienia. - głucha jesteś?! powiedziałem, że wystarczy ... kobieta znowu kurczy się w sobie ... Kasowanie dobiegło końca, suma do zapłaty nie zamykała się w jednej stówce. Pani przelicza zawartość portfela i cichutko, by inni w kolejce nie słyszeli mówi, że będzie musiał dołożyć, bo nie wystarczy jej pieniędzy, na co szanowny małżonek triumfująco-szyderczym tonem odpala: - nawkładałaś byle czego do wózka, to teraz płać! Pani zażenowana ponawia prośbę i tłumaczy, że przecież to na święta, że przecież potrzebne na sałatki, na sernik, na uszka, dla dziecka ... Nieprzejednany i stanowczy Władca Portfela dalej szydzi:  -nooo jak takie potrzebne to se zapłać hehe ... Zawstydzona kobieta pyta mnie, czy może dać część gotówki, a resztę zapłacić kartą, mówię, że tak, oczywiście, więc oddycha z ulgą, ale po chwili okazuje się, że płatność kartą jednak nie przechodzi. Klientka zmuszona jest więc kolejny raz niemal padać mu publicznie do stóp i błagać, by zapłacił za te szalenie "ekstrawaganckie" zakupy. Wtedy ON z wielką niechęcią, ociąganiem i pokazywaniem jak wielką robi JEJ łaskę godzi się ewentualnie dopłacić brakującą część kartą ... Jakiż czuje się dobry i łaskawy, jakiż sam sobie wydaje się dobroduszny i wyrozumiały, bo zapłacił za świąteczne zakupy swojej rodziny! WOW! Klękajcie narody!  A przy tym jaki dumny z siebie i zadowolony, jaką dał pouczającą lekcję tej nieroztropnej i rozrzutnej kobiecie, by nauczyła się nie wydawać jego ciężko zarobionych pieniędzy na głupoty ... Wszak na święta wystarczyłby Golden Loch albo dwa, ewentualnie nadałby się Jack Daniels, albo inna Żubrówka, a nie jakieś serniki, makowce, barszcze, sałatki ... i inne pierdoły! W Polsce nie ma przemocy. Mężczyźni w tradycyjnych polskich domach potrafią łaskawie zadbać o swoje kobiety, nawet w przypływie wielkoduszności zapłacą im za podpaski i fryzjera, a kobiety wdzięczne swoim mężom za opłacenie rachunków i zakupów znają swoje miejsce i ani myślą o jakiejś niezależności, czy innych fanaberiach ... Dlatego właśnie wszyscy doskonale rozumiemy, że Konwencja Stambulska jest dla dziczy, a nie dla polskich kobiet! Polskich kobiet żadna przemoc, a zwłaszcza przemoc ekonomiczna, jak widać w przytoczonej przeze mnie historii, w ogóle nie dotyczy! Prawda? Inspiracją dla tego artykułu była wypowiedź posła Kamila Bortniczuka, którą przeczytałam TUTAJ Cieszę się, że tu jesteś i czytasz. Zostaw po sobie ślad, polub, a jeśli uważasz tekst za wartościowy podaj dalej - dziękuję :)  https://www.facebook.com/stronaspodlady/posts/157337942619396?__tn__=-R
26 lipca 2020
Co jakiś czas w internecie wybuchają afery dotyczące jakości kupowanych produktów. A to cukierki, w których znalazł ktoś robaki, a to mięso, które miało brzydki zapach, a to jogurt, w którym po otwarciu znajdowała się pleśń, to konserwa, w której znalazło się coś, czego być w niej nie powinno, a to mole przywleczone do domu z mąką, kaszą, czy bakaliami ... Coś się zepsuło, coś nie działa, coś jest nie tak ... Takie rzeczy się zdarzają.  Kto za to odpowiada? Klienci oczywiście nie zostawiają suchej nitki na sklepie, czy sieci sklepów, w której kupili dany produkt. Postanawiają, że ich noga nie postanie więcej w tym markecie. Zaczynają robić zakupy wyłącznie w innych sieciach, by po jakimś czasie obrazić się na kolejny dyskont. Błędne koło. Dlaczego? Bo takie rzeczy się zdarzają. Zamiast zakładać czyjąś złą wolę, lenistwo, niechlujstwo, oszustwa, zamiast się obrażać i oskarżać wszystkich w koło, można zrobić coś bardziej konstruktywnego. Coś, co rozwiąże nasz problem, a zarazem bardziej, niż narzekanie w internecie, pomoże innym. Rozwiązanie nie jest niczym odkrywczym. Wystarczy odnieść dany produkt do sklepu i zgłosić osobie prowadzącej zmianie, by uzyskać wymianę towaru lub zwrot gotówki.  Warto tutaj zauważyć, że za jakość oryginalnie zapakowanych produktów nie odpowiada sklep, który nie ma możliwości zajrzeć do środka opakowania. Sklep jedynie te produkty sprzedaje. Kiedy odniesiesz taki wadliwy produkt do sklepu zostanie to zgłoszone producentowi i możliwe będzie odnalezienie wadliwej partii czy serii produktu, by wycofać je ze sprzedaży. Chodzi więc nie tylko o własne dobro, ale i o bezpieczeństwo innych konsumentów. Kiedy zdarzy ci się kupić jakiś wadliwy, choć oryginalnie zapakowany, posiadający termin ważności produkt, zrób sobie i innym przysługę, zgłoś ten fakt w sklepie. Odzyskasz pieniądze i sprawisz, że wszyscy będziemy bezpieczniejsi. Co ważne, możesz to zrobić nawet nie posiadając paragonu. Wystarczy pisemne oświadczenie gdzie i kiedy produkt został kupiony. To ważne, by działać i zgłaszać takie przypadki. Takie rzeczy się zdarzają. Wszędzie pracują tylko ludzie, wszędzie na jakimś etapie może zawieść system zabezpieczeń. Narzekanie i żalenie się w internecie nie pomoże ani w odzyskaniu straconych pieniędzy, ani w zachowaniu bezpieczeństwa. Pomoże wrócenie do sklepu i oddanie wadliwego produktu. Trzeba też wspomnieć, że takie sytuacje można zgłosić również bezpośrednio do producenta. Teraz, w dobie internetu jest to bardzo łatwe. Nawet nie wychodząc z domu można problem rozwiązać. Wystarczy zrobić zdjęcie produktu i paragonu i wysłać na adres firmy. Warto, bo zdarza się, że producenci, dbając o swój dobry wizerunek, w ramach przeprosin wynagradzają klientowi taką wpadkę drobnym gratisem. Kiedy więc zdarzy ci się trafić na wadliwy towar, pamiętaj, że nie musi to oznaczać, że ktoś chciał cię oszukać, nie musi też oznaczać bezpowrotnej utraty pieniędzy. Wystarczy, że taki fakt zgłosisz, masz do tego prawo i podejmując takie działanie nie tylko pomożesz sobie, ale i  zadbasz o bezpieczeństwo innych. Takie rzeczy się zdarzają. Nie bądź biernym narzekaczem. Reaguj. To niewielki wysiłek, a przynosi bardzo wymierne korzyści. ______________________________________________________ Jeśli spodobał ci się artykuł możesz pomóc znajomym zapoznać się z jego treścią. Linki do skopiowania i udostępnienia: prosto do bloga Spod  Lady:  https://strona-spod-lady.pl/co-zrobic-z-zepsutym-produktem przez stronę Spod Lady na FB:  https://www.facebook.com/stronaspodlady/posts/155036186182905?__tn__=-R Możesz też dołączyć i zaprosić znajomych do społeczności na Grupie Spod Lady: https://www.facebook.com/groups/938231393259827/
20 lipca 2020
W poprzednim artykule pisałam o kradzieżach, których się dopuszczają nasi 'klienci od zadań specjalnych'  Teraz chciałabym pociągnąć temat z innej strony. Nie jest łatwo biernie się przyglądać, gdy ktoś chce ukraść to, za co się odpowiada i chyba nikt nie jest w stanie tego zrobić. Poza tym, który szef przyklasnąłby temu, by pracownicy nie reagowali? A jednak, kiedy przy próbie zatrzymania takiego jegomościa lub w czasie odbierania mu towaru coś nam się stanie - jesteśmy w czarnej ... d*pie, dlaczego? Nie należy nam się wtedy nic, żadne odszkodowanie, żadne 100% płatne L4, nic. Nic poza naganą albo pożegnaniem się z pracą. Przecież każdy pracownik zna zasady BHP i wie, że jest zobowiązany do ich przestrzegania i nie robienia świadomie niczego, co zagraża naszemu bezpieczeństwu.  Co gorsze, gdyby w czasie takiej próby interwencji poszkodowanym został złodziej jeszcze on mógłby od nas dochodzić odszkodowania. Pokazuje to, w jakim kiepskim położeniu się znajdujemy. Z jednej strony - zobowiązani do nie narażania firmy, w której pracujemy na straty, a nie zapobieganie tym stratom jest poniekąd narażeniem na straty, z drugiej strony, jeśli coś pójdzie nie tak, zostajemy z tym sami, zdani wyłącznie na siebie, mając szczęście, jeśli uda nam się zachować posadę. Brutalne. Absurdalne. Ale prawdziwe.  Udaremnianiem kradzieży powinna zajmować się firma ochroniarska. W większości marketów niestety nie są one zatrudniane. Nawet jeśli są zatrudnione, najczęściej pracują w tych firmach osoby na rentach, emeryturach lub z orzeczeniami o niepełnosprawności ... Jakie mają szanse w starciu z młodym zdrowym i zdeterminowanym do ucieczki człowiekiem, który zrobi wszystko, by nie dać się złapać? Odpowiedź jest oczywista, ale ochroniarz musi wykazać się skutecznością, co w więc robi?  Obserwuje kamery, a na kamerach zamiast wypatrywać niebezpiecznego złodzieja obserwuje pracowników i wyszukuje proceduralnych uchybień.  Może ktoś idąc na przerwę nie da kierownikowi do podpisania tego, co sobie kupił do zjedzenia? A może kasjerka będzie tak spragniona, że w kolejce do kasy odkręci butelkę coli i zrobi łyka przed zapłaceniem? I już można firmie udowodnić swoją przydatność ... Po co pilnować, by niebezpieczni złodzieje nie wynieśli zgrzewek, a nawet kartonów alkoholu, gdy można bezpiecznie patrzeć kasjerowi na ręce, pilnując, by nie naraził firmy na niebotyczne straty swoją pomyłką przy liczeniu bułek albo lizaków? Po co się narażać w starciu z prawdziwymi kryminalistami jak można się wykazać obserwując zwykłych klientów i czyhać na to, że zapomną o zjedzonym przez dziecko donucie? Wtedy można bohatersko ich zatrzymać, wezwać policję i wykazać się czujnością i profesjonalizmem ... Prawdę mówiąc, czy można o taki styl pracy mieć żal do schorowanego emeryta, który tylko chce dorobić, by starczyło mu na życie i wykupienie leków? Czy właściciele marketów nie wiedzą o nieskuteczności takiej ochrony? Jak to jest, że zwykły pracownik wie, że jest to jedynie pozorne działanie, a nie wiedzą tego ważni kierownicy i dyrektorzy?  W jeszcze trudniejszym położeniu są pracownicy małych sklepików. Często za towar odpowiadają finansowo, często też stają sami oko w oko ze złodziejami, czy innymi chuliganami.  Kiedy dzwonią na Policję, osobę przyjmującą zgłoszenie interesuje tylko, czy napastnicy nie są przypadkiem objęci kwarantanną, nie to, jak bardzo są agresywni, nie to, jakie stwarzają zagrożenie i jakie straty sklep ponosi, nie, najważniejsze to czy się uprzejmie przedstawili i poinformowali, że przebywają lub że nie przebywają na kwarantannie ...  Taką wiadomość prywatną otrzymałam od kasjerki pracującej w żabce: Dzwoniąc na policję Babka mówi do mnie: okej ona rozumie ale muszę jej powiedzieć czy ci panowie nie są może na kwarantannie? Ja tak mówię: słucham? A pani Policjantka: czy wie pani może czy te osoby nie przebywają na kwarantannie Ja prawie płacze mówię że stoi 5 chłopa wyzywa mnie pluje na towar. Kolega wyszedł z jednym z nich na zewnątrz bo chcą go bić! A pani się mnie pyta o kwarantannę? A ona: takie są przepisy. Jak można coś takiego skomentować?  Artykuł można podać dalej z tego linku: https://www.facebook.com/stronaspodlady/posts/152867619733095?__tn__=-R
15 lipca 2020
Nie wiem jak jest w innych marketach, w moim to jest dramat. Odkąd zaczęłam pracę regularnie te same ‘twarze’ o ile na tych zniszczonych alkoholem obliczach można jeszcze je rozpoznać, snują się w koło sklepu i żebrzą o złotówkę, bo brakuje do puszki piwa czy flaszki amareny. Każdego dnia mówię takiemu, że nie sprzedam mu alkoholu, a on wraca każdego dnia licząc że zmieniłam zdanie, a może licząc, że mnie nie zastanie, że go nie zauważę, albo na jeszcze inną szczęśliwą dla niego okoliczność. Nie zauważyć jest naprawdę trudno, bo choćby stał w kolejce tłum klientów i faktycznie przejść za nimi niezauważonym nie byłoby żadnym wyczynem, to niestety zapachu jaki się unosi wokół takiego jegomościa nie da się ukryć za ścianą ludzi, ta wyjątkowa aura zdradzi go wszędzie. Pewnego razu taki klient, tym razem trzeźwy, chciał kupić piwo, nie wyglądał na wstawionego, więc ok, miał zapłacić 1.99, z  kieszeni wyciągnął klapiaki, naliczyłam 1.80, żeby już nie szukał i sobie poszedł inny klient dołożył te brakujące grosze, za co gość mu podziękował, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie, którzy rozumieją człowieka... że niby ja byłam taka pozbawiona wrażliwości i mu nie chciałam odpuścić tych brakujących groszy ... Odpowiedziałam, że gdyby chodziło o chleb, to owszem, ale nie na alkohol...  Innym typem są wynosiciele, prawdziwi fachowcy w swojej dziedzinie. Wchodzą, biorą i zanim drzwi się zasuną już ich nie ma. W ten sposób znikają przeważnie Milka Tofifee, Rafaello, Scickers, Miky Way, Ptasie mleczko, Merci, po prostu  drogie słodycze, na które mają stałych odbiorców . Są też tacy, co uważają, że jak kraść to miliony. Tymi milionami dla nich są oczywiście alkohole z najwyższej półki. Obserwują nas, wiedzą kiedy przyjść i nie natknąć się na kogoś, kto im przeszkodzi. A nawet jeśli ktoś ich przyłapie, to grzecznie oddają towar i wychodzą tylko po to, by po 5 min być z powrotem i podjąć kolejną próbę, cóż za determinacja. Czasami mam wrażenie, że dla nich to sport, taka gra, kto kogo upilnuje i kto kogo wykiwa. Są w tym świetni, bo nie mają nic innego do roboty, a kto z nas może sobie pozwolić na stanie przez całą zmianę przy drzwiach i pilnowanie, czy jakiś antyklient znowu się nie pojawi. A pojawi się, bo dla nich to czysty zysk. Dla nas czyste utrapienie ...  Ciekawe jest, że ludzie praktycznie nie reagują, ale w sumie jak mieliby zareagować?

BLOG   -    Czyli wyciągnijmy coś spod lady

Blog
Spod
Lady

02 sierpnia 2020
  Wszyscy wiemy: w Polsce nie ma przemocy.  Kasjerka widzi to jak na dłoni, każdego dnia. Czasem przejawy tej społecznej sielanki zapadają w pamięć bardziej niż inne. Było to dawno, a mam ten obrazek
26 lipca 2020
Co jakiś czas w internecie wybuchają afery dotyczące jakości kupowanych produktów. A to cukierki, w których znalazł ktoś robaki, a to mięso, które miało brzydki zapach, a to jogurt, w którym po otwarciu
20 lipca 2020
W poprzednim artykule pisałam o kradzieżach, których się dopuszczają nasi 'klienci od zadań specjalnych'  Teraz chciałabym pociągnąć temat z innej strony. Nie jest łatwo biernie się przyglądać, gdy ktoś chce ukraść to, za
15 lipca 2020
Nie wiem jak jest w innych marketach, w moim to jest dramat. Odkąd zaczęłam pracę regularnie te same ‘twarze’ o ile na tych zniszczonych alkoholem obliczach można jeszcze je rozpoznać, snują się w
01 lipca 2020
Jak jest u ciebie? Ja coraz częściej nie mam sił na nic, poza pracą ... dlaczego? Ano dlatego ... Z uwagi na pandemię i ograniczenia liczby mogących jednocześnie w marketach przebywać klientów sklepy
22 czerwca 2020
  Temat maseczek wraca jak bumerang. Kiedy zniesiono nakaz noszenia masek w każdej przestrzeni publicznej wszyscy poczuliśmy się wolni, bez nich można było w końcu złapać swobodnie oddech. Wiele osób przestało korzystać z masek
"Klienci nie są najważniejsi. Pracownicy są najważniejsi. Jeśli zadbasz o swoich pracowników, oni zatroszczą się o klientów."    -Richard Branson-